Christopher Nolan przywrócił Homera naszej kulturze. Krytycy spierają się o wartość filmu jako adaptacji książki. Niech to robią. Stawką jest tu coś ważniejszego. Dostrzegam w tym szansę, by ludziom potrzebującym archetypowego bohatera – Odyseusza – uświadomić potrzebę istnienia nie tylko bohatera, ale i uniwersalnego Zbawiciela: Jezusa.
Być może wiecie, że mam słabość do chiazmów. Często je dostrzegam, i to w niezwykle istotnych miejscach. Jezus również je uwielbiał, czego dowodem jest Modlitwa Pańska – najpiękniejszy i najdoskonalszy przykład chiazmu. Widzę tu potężny chiazm, który rozciąga się nad naszą historią kulturową – o czym więcej poniżej.
Darzę też wielkim zamiłowaniem teologię naturalną. Lubię obserwować działanie Ducha Świętego – początkowo ukryte, ujawniające się w formach, które pobudzają umysł i rozbudzają pragnienia, wymykające się naszej czujności, by w odpowiednim momencie ukazać się nam niespodziewanie i dowieść, że od początku chodziło o Jezusa.
Czytałem Homera i *Odyseję* w dzieciństwie. Teraz, po wielu dekadach, zachwyt chłopca zanurzonego w świecie mitów i wielkich przygód znajduje swoje dopełnienie w dorosłym mężczyźnie – człowieku, który podobnie jak Odyseusz odbywał własne wędrówki i ponosił równie spektakularne porażki, choć może bez tego całego splendoru.
Różnica polega na tym, że od tamtego czasu – i od czasu poznania Odyseusza – odkryłem Jezusa. Różnica tkwi w tym, że choć Odyseusz mnie urzekał, niepokoił, zachwycał, inspirował i przerażał, Jezus czyni to wszystko, a do tego mnie ratuje. Już jako chłopiec wiedziałem, że potrzebuję wybawcy, a jako dorosły mężczyzna wiem, że może to być jedyna rzecz, która naprawdę się liczy.
Oto zatem – w mikroskali – historia moja, a zarazem każdego mężczyzny (i oczywiście każdej kobiety).
Od pewnego czasu nie myślałem o Homerze, choć nigdy nie przestałem myśleć o Platonie – jego wielkim interpretatorze, który przekształcił opowieść w ideę. U Dantego odnalazłem bardziej naturalny dom niż kiedykolwiek u Homera, którego świat był przerażająco brutalny. Dlatego byłem niezwykle podekscytowany, gdy – wracając do Homera za sprawą tego nowego, dość osobliwego filmu – uświadomiłem sobie, że Dante (i Augustyn) to w istocie Homer (i Platon), tyle że z Jezusem jako nowym, lepszym i znacznie udoskonalonym Odyseuszem.
